YonGuano 35 i 85?

o prawdziwych obiektywach ze szkła i metalu
ODPOWIEDZ
puch24

YonGuano 35 i 85?

#1

Post autor: puch24 »

puch24 pisze: 15 maja 2019, 16:59 Mam chętkę na YonGuano 2/35 do N, i podobno w końcu wypuścili też 1,8/85 do N, zapowiedziany 2 lata temu przy wypusku wersji do C.
Jakością to zdecydowanie niczego nie urywa.
wpk pisze: 15 maja 2019, 17:02 I dlatego masz ochotę?
(cdn.)
gavin

Re: YonGuano 35 i 85?

#2

Post autor: gavin »

na co Ci to?
Awatar użytkownika
wpk
wpkx
Posty: 38850
Rejestracja: 10.2016
Lokalizacja: Nad Wigołąbką
Kontakt:

Re: YonGuano 35 i 85?

#3

Post autor: wpk »

Przecież napisał w stopce.
puch24

Re: YonGuano 35 i 85?

#4

Post autor: puch24 »

Cdn.
Przecież napisałem, że cdn.

Dodano po 4 minutach 53 strzałach znikąd:
gavin pisze: 16 maja 2019, 08:26na co Ci to?
Do podnoszenia wiaderka wody na schody.
puch24

Re: YonGuano 35 i 85?

#5

Post autor: puch24 »

Obiecałem eksplikację, to eksplikuję niniejszym, przy czym z góry mówię, że będzie długo. I ab ovo.

Moim pierwszym aparatem był dalmierzowy Zorkij 4K z obiektywem Industar-50, 3,5/50. Obiektyw ten, typu Tessar, jest całkiem ostry i chyba ostrzejszy od drugiego modelu, dostarczanego alternatywnie jako standardowy, Jupitera 8, 2/50 (mam stare kwity, wersja z Industarem kosztowała 40 rubli, wersja z Jupiterem - 49, jeśli dobrze pamiętam). Aparat kupował dziadek w Moskwie, nie znając się na tym zupełnie, i nie wiem, i już teraz się nie dowiem, czy nie miał pieniędzy na droższy, czy po prostu nie było innych, czy nie wiedział, że lepiej kupić ten droższy (jeśli był). Wiadomo, jak to wtedy bywało ze sprzętem w demoludach.
Tak czy tak, w miarę szybko mnie "uświadomiono", że Industar jest do dupy, i przez pewien czas czułem się niemal upokorzony posiadaniem czegoś takiego. Zwłaszcza, gdy sobie trochę poczytałem o fotografii, i dowiedziałem się, że różnica pomiędzy 2 a 3,5 jest naprawdę istotna np. przy słabym oświetleniu.

Kwestia głębi ostrości nie była wtedy dla mnie taka istotna, bo aparat dalmierzowy temu nie sprzyja, a efekt można zobaczyć dopiero na ostatecznym zdjęciu, no ale coś tam sobie poczytałem, dowiedziałem się, do czego są te symetrycznie rozłożone kreseczki na obiektywie...

No i zacząłem kombinować, jak by tu mieć jakiś jaśniejszy obiektyw. A nie było to proste. Po pierwsze, jako 15-17 latek nie miałem za dużo własnej kasy, a po drugie, w sklepach ledwie co można było kupić. Pamiętam, że na pólkach, poza Wiliami, Siluet-Elektro i Smienami leżały jeszcze FEDy i Kijewy-4, ale z obiektywami do tychże FEDów i Kiejwów już nie było tak różowo. Do FEDów (i Zorkich) było na półkach sporo szerokokątnych Jupiterów 12, 2,8/35, ale nic poza tym. Do Kijewów też były Jupitery 12, i trafiały się Jupitery 9, 2/85. Innych modeli już w ogóle nie było w sklepach Foto-Optyki. Aż tu nagle któregoś dnia wyczaiłem w sklepie Jupitery 9, 2/85 do Zorki/FEDa. Ubłagałem rodzinę w tempie ekspresowym, i stałem się właścicielem danego. A sprawa była pilna, po po dniu czy dwóch oczywiście "rozeszły się" wszystkie.
Następnym problemem było oczywiście znalezienie celownika, co okazało się marzeniem ściętej głowy. Dwa czy trzy lata wcześniej pojedyncze celowniki do obiektywów 35 i 85 mm zalegały w Foto-Optykach niemal na kilogramy, ale na początku lat 80 już wymiotło je kompletnie i okazało się, że mowy nie ma, by taki kupić. Celowników uniwersalnych, takich rewolwerowych, z obracanymi lunetkami do pięciu ogniskowych (28, 35, 50, 85 i 135) i możliwością korekty paralaksy, oczywiście nie było w handlu już od dawna.
Więc wymyśliłem sobie taką kartonową wkładkę, którą wsuwałem w wizjer, która ograniczyła mi pole widzenia do mniej więcej takiego kąta, jaki miał obiektyw 85 mm.
I pierwsze wywołane zdjęcia wywołały efekt ŁAŁ. ;-) Oczywiście, nie były jakieś super wyjątkowo niezłe, ale połączenie wydłużonej ogniskowej z większym otworem i zmniejszoną głębią ostrości, i możliwością robienia zdjęć we wnętrzu przy świetle zwykłych lamp mieszkaniowych, to było COŚ!
No i zakochałem się w osiemdziesiątce-piątce.

Po paru latach jednak kupiłem Fotosnajpera, i żeby go spłacić, musiałem sprzedać zorkowego Jupitera 9. Przez kilka lat nie miałem żadnego takiego obiektywu, w ogóle nie miałem nic poza standardem i Tairem 3 z Fotosnajpera (4,5/300). Spora przepaść.
Aż tu nagle pewnego pięknego dnia, ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że zdjęciami z rzeczonego Taira wygrałem lokalny konkurs fotograficzny (o bardzo niewielkiej skali) i zdobyłem nagrodę pieniężną, jak na owe czasy, całkiem niezłą. Po dołożeniu jeszcze paru złotych (ale "mniejszej połowy") mogłem pomyśleć np. o kupnie jakiegoś fajnego obiektywu. Akurat w jednej z Foto-Optyk "rzucili" Sonnara 2,8/200, i cholernie mnie kusił (trochę krótszy od Taira 300, ale za to zauważalnie jaśniejszy!), łamałem się, łamałem, ale w końcu go nie kupiłem. Natomiast znajomy mojego dziadka miał sąsiada, który pracował w Foto-Optyce, i on po znajomości, oczywiście "spod lady", wykopał mi Pancolara 1,8/80.
Jezu, jaki to był fajny obiektyw! Do tej pory żałuję, że go sprzedałem (za psi pieniądz), zwłaszcza, że teraz wołają sobie za niego 2-2,5 tys. :-( Wąski kąt, duża jasność, dobra ostrość, dobry kontrast - czego więcej chcieć? Bardzo, bardzo go lubiłem, i stał się on moim absolutnie podstawowym obiektywem. Oczywiście troszkę żałowalem tego Sonnara 2,8/200, ale z całą pewnością z tego Pancolara 1,8/80 miałem znacznie więcej pożytku, niż miałbym z Sonnara.
Heliosa 44 od Zenita nigdy nie lubiłem, jest to obiektyw stosunkowo mało ostry, mało kontrastowy, i do tego ma ogniskową "z dupy wziętą" - 58 mm. Jest on właściwie nie wiadomo do czego, bo jest ani dość wąski, ani dość szeroki. Te niby niewielkie 8 mm więcej, niż w 50 nie ma niby wielkiego znaczenia (zwłaszcza, że tzw. "pięćdziesiątki" jak jeden mąż i jedna żona mają wszystkie około 52 mm +/- odrobinkę), ale jednak 58 mm jest już widocznie węższe od 50 (czy 52). Za wąskie do zdjęć we wnętrzach i zdjęć budynków, za szerokie do portretów - takie nie wiadomo co.
Dlatego, gdy kiedyś upolowałem w Foto-Optyce chwalonego Zenitara 1,7/50, a akurat miałem jakąś kasę, kupiłem go, i byłem nawet zadowolony, bo jest on o niebo lepszy od Heliosa 44, może z wyjątkiem kontrastu. Niestety, Zenitar standardowo też nie ma powłok MC, a nawet w wersji z MC jest go o wiele trudniej kupić obecnie niż MC Heliosa 44 w jednej z modyfikacji (M5, M6, M7). I choć Zenitar był o wiele lepszym obiektywem od Heliosa, też używałem go stosunkowo rzadko, o wiele rzadziej, niż Pancolara 80.
Natomiast obiektywem, którego używałem o wiele częściej od Zenitara był MC Flektogon 2,4/35, którego też bardzo lubiłem. Teraz ludzie narzekają, że nie jest zbyt ostry, itp. - wtedy ja tego nie odczuwałem. Trochę szkoda, że miał otwór 2,4, a nie pełne 2,0, ale nie można mieć wszystkiego. A miał on jeszcze jedną zaletę - bardzo długi ślimak do nastawiania ostrości, bo ostrzył chyba od 18 czy 19 cm, co przy ogniskowej 35 mm dawało całkiem niezłe powiększenie bez potrzeby korzystania z soczewek czy pierścieni pośrednich. Do tego jeszcze, jako obiektyw typu retrofocus, dawał naprawdę niezłe powiększenie w pozycji odwróconej, zamocowany do aparatu za gwint filtra - a potrzebny był do tego tylko jeden mały, cienki pierścień.
Do tego jeszcze zafundowałem sobie radziecki pięciosoczewkowy (chyba) telekonwerter, który łączyłem z Pancolarem, co dawało mi obiektyw mniej więcej 3,6/160, i taki zestaw zaspokajał moje potrzeby np. wycieczkowe. Wtedy snułem się trochę po Tatrach i Karkonoszach, i zwykle szedłem z Zenitem (a potem z Prakticą), z Flektogonem w aparacie, Pancolarem w jego skórzanym futerale przypiętym do paska spodni, a w kieszeniach miałem telekonwerter, pierścień odwracający do Flektogona, i parę rolek filmu. I wystarczało to w zasadzie do wszystkiego, bo miałem 35, 80 i w razie potrzeby 160, + niezłe makro.

(cdn.)

Dodano po 34 minutach 38 strzałach znikąd:
Żeby przyciąć długą historię krótko, para 35 + 85 stała się moją ulubioną, a prawie w ogóle przestałem używać 50.
Przez jakiś czas myślałem o tym, żeby Flektogona 2,4/35 zmienić na jaśniejszego radzieckiego Mira-24, 2/35. Niby niewiele, ale jednak całe pół działki przysłony. Ale ostatecznie tego nie zrobiłem.

Gdy przesiadłem się na Nikona, niestety, podstawowym problemem było to, że nie stać mnie było na obiektywy, które chciałem mieć. A chciałem mieć AF Nikkora 2/35 i AF Nikkora 1,8/85. Niestety, nijak nie mogłem sobie wtedy na to pozwolić, i skończyło się tylko na AF Nikkorze 1,8/50. Kupiłem też starego, używanego Vivitara 1,9/35 - niby staruszek, niby nic szczególnego, ale parę fajnych zdjęć nim też zrobiłem. Niestety, nie było mnie stać na żadną 85-kę, zresztą oferta takich tańszych obiektywów firm niezależnych była wtedy zupełnie zerowa. O ile jasne szerokokątne różnych "firm niefirmowych" trafiały się, były Kirony, także pod marką Vivitar, itp., to krótkich tele z firm niezależnych nie było wcale. W zasadzie wszystkie dłuższe obiektywy niezależne zaczynały się od 135 mm, zwykle 3,5 albo 2,8, a krótsze bywały tylko dość drogie makroobiektywy 2,8/90 albo 2,8/100 czy 105, natomiast obiektywów 1,8 czy 2/85 nie produkowała właściwie żadna firma niezależna. Więc nie było wyboru. Albo obiektyw oryginalny producenta aparatu, albo nic. Tzn. może inaczej - w latach 70 ktoś tam niefirmowy produkował jakiś obiektyw chyba 1,8/85, sprzedawany pod różnymi markami, ale był mało popularny, trudny do zdobycia, i w sumie nie bywał tańszy od "oryginalnych".

Skończyło się więc na tym, że miałem Nikona AF, ale nie miałem do niego moich ulubionych obiektywów 35 i 85 w wersji AF. Miałem tylko 35, i to stare MF.
No i tak mi ta chętka na w miarę jasne AF 35 (1,8-2) i w miarę jasne AF 85 (1,8-2) do tej pory nie przeszła. Tzn. może inaczej - przeszła mi, gdy miałem pierwszego cyfrowego Nikona D70, i ogniskowe 35 i 85 okazywały się "z dupy wzięte" na formacie APS-C, bo robiły się z nich odpowiedniki 52,5 i 127,5, czyli zupełnie nie to, o co chodziło. Do APS-C potrzebne by były jasna 24 i jasna 55-58-60. No i znowu okazało się, że takich obiektywów albo nie ma w ogóle, ale mnie na nie nie stać. :-(

(cdn.)

Dodano po 2 godzinach 43 minutach 11 strzałach znikąd:
W każdym razie ciągle mam "zajawkę" na to, żeby mieć po dwa w miarę jasne (1,7-2) obiektywy, do formatu zarówno APS-C jak i FF, z mocowaniem AF do Nikona. Czyli razem cztery sztuki.
- do APS-C: 24 mm i ok. 56-60 mm (kąty widzenia odpowiednio ok. 84 i 28 stopni)
- do FF: 35 mm i 85 mm (kąty widzenia odpowiednio ok. 84 i 28 stopni)

1) nie ma do Nikona średnio jasnego (1,8-2) obiektywu 24 mm APS-C. Są takie FF, ale one są duże i drogie. Nikkor 1,8/24 kosztuje ponad trzy kafle, Nikkor 1,4/24 - prawie 8. A Nikkor 2,8/24 to stary obiektyw ze światłem 2,8, z pierścieniem przysłon i napędzany śrubokrętem z korpusu. Jest podobna do niego równie mechaniczna, trochę gorsza optycznie stara Sigma AF 2,8/24. No, ale nie jest to 1,8... Jest też nieco od niej nowsza, ale też już stara Sigma 1,8/24 - też mechaniczna, z pierścieniem przysłon i napędem śrubokrętem. Nie jest to cud optyki wg obecnych standardów, ale obleci. Na nią się jakoś najbardziej nastawiam.

2) 55-60 mm. Jest AF Tamron macro 2/60 (macro do 1:1), do formatu APS-C (tylko; nie kryje pełnej klaty). Dobry, ostry obiektyw, ma własny wbudowany silnik, co prawda nie ultradźwiękowy i niezbyt szybki, ale ma sprzęgło cierne, pozwalające ręcznie przeostrzać w każdej chwili, jak obiektywy SWM Nikona. Mam, temat rozwiązany i zamknięty.

3) 1,8/35 lub w pobliżu. Tu jest problem. Jest stary Nikkor AF 2/35. Z pierścieniem przysłon i napędem śrubokrętem z korpusu. Dzięki temu jest kompatybilny ze starymi korpusami, także bez AF. Za to byłby problem z nowym korpusem albo jakimiś adapterami, które bazują na silnikach wbudowanych w obiektyw, no bo nie będzie AF. Optycznie jest to... obiektyw z lat 80-tych, czyli już trochę nie ten tego ten. Daleko mu do współczesnych, ostrych od pełnego otworu.

Nowy Nikkor 1,8/35 to obiektyw, który ma zaledwie kilka lat i jest nową konstrukcją, podobno znakomicie lepszą optycznie. Jest też większy i droższy, znacznie droższy. Nie ma pierścienia przysłon, i ma silnik SWM, więc w pełni współpracuje tylko z nowszymi lustrzankami (mniej więcej od F80 w górę i cyfrowymi). Nie działa albo działa w ograniczony sposób ze starszymi AF na film, i być może od biedy z niektórymi starymi MF, które mierzą światło przy przysłonie roboczej w trybie P (np. FG czy FA).

Yongnuo 2/35 to chińska taniocha (ca. 500 zł), będąca gdzieś w połowie pomiędzy tymi dwoma. Na pewno jest tańszy nawet od używanego Nikkora AF 2/35. Podobno jest nieco od niego lepszy optycznie. Optycznie jest on nieco przerobioną wersją starszego Canona EF 2/35 - ich schematy optyczne są bardzo podobne, ale nie identyczne. Mechanicznie obiektyw jest nowego stylu, bez pierścienia przysłon, a AF napędzany jest silnikiem wbudowanym w obiektyw, niestety, na sztywno sprzężonym z pierścieniem ostrości. Dlatego nie można ręcznie korygować ostrości bez wyłączenia AF przełącznikiem na obiektywie. Silnik jest podobno dość głośny, a AF nie jest szybszy od starego na śrubokręt, natomiast jest mniej celny, tzn. zdarza mu się spudłować częściej, niż staremu Nikkorowi AF 2/35.

Czwartym wyborem jest Tamron 1,8/35. To nowoczesny obiektyw z AF, stabilizacją (jedyny z nich) i silnikiem ultradźwiękowym, który jest cichy i pozwala przeostrzać ręcznie. Do tego jest podobno bardzo dobry optycznie. Ma tylko jedną drobną wadę - kosztuje ok. 3 tys. złotych.

Jakościowo najlepszym zakupem byłby nowy Nikkor 1,8/35, ale on jest drogi, i też nie obsłuży starszych korpusów (nie, żeby to było dla mnie bardzo istotne, ale przydałoby się).
Tamron chyba nie jest gorszy optycznie, a ma jeszcze stabilizację, ale jest też trochę droższy.
Najbardziej uniwersalny (choć nie najlepszy) byłby Nikkor AF 2/35.
A najtańszy i całkiem sensowny optycznie - Yongnuo.

Ponadto obiektywy niefirmowe zawsze niosą ze sobą tę możliwość, że okażą się niekompatybilne z jakimś nowym korpusem.

4) 1,8/85 lub tp.
tu też jest pewien wybór.
Stary Nikkor AF 1,8/85 jest zbudowany analogicznie do Nikkora AF 2/35 - stara mechanika, napędzana śrubokrętem, i pierścień przysłon, dzięki czemu obiektyw jest daleko kompatybilny wstecz, natomiast AF nie będzie działał z tymi korpusami czy adapterami, które wymagają silnika w obiektywie. Śrubokręt oznacza oczywiście, że nie ma możliwości ręcznego przeostrzenia bez wyłączenia AF.

Nowy Nikkor AF 1,8/85 G - jak to obiektyw G, nie ma pierścienia przysłon, więc jest niezbyt daleko kompatybilny wstecz, i ma wbudowany silnik SWM, czyli działa cicho i można ręcznie przeostrzać w dowolnym momencie - ale AF nie będzie działał w starych aparatach na film (co nie ma może wielkiego znaczenia, ale...). Jest też znacząco droższy od poprzednika, ale chyba lepszy optycznie - powstawał już w czasie bardziej wymagających matryc.

Tamron 1,8/85 - najbardziej z nich zaawansowany, ma wbudowany silnik, brak pierścienia przysłon, za to ma stabilizację (jako jedyny). Jest też z nich najdroższy. Nie wiem, czy optycznie jest lepszy, czy gorszy od powyższego Nikkora G. Ograniczenia ze starszymi aparatami - dokładnie takie same.

Yongnuo 1,8/85. Trudno coś o nim powiedzieć, bo zapowiedziano jego wypuszczenie dopiero parę tygodni temu, ze dwa lata po pierwszej zapowiedzi i wypuszczeniu wersji do Canona. Z jakiegoś powodu wypuszczenie wersji do Nikona opóźniło się bardzo. Nie znam żadnych szczegółów, ale, jeśli wersja nikonowska będzie się tak miała do canonowskiej, jak w przypadku Yongnuo 35 mm, to obiektyw powinien być zbliżony do starego Canona EF 1,8/85. Silnik będzie zapewne sprzężony na sztywno z pierścieniem ostrości, więc do ręcznego ostrzenia trzeba będzie wyłączać AF, który to AF pewnie będzie dość głośny i niezbyt szybki. Wersja do Canona, zbliżona optycznie do oryginalnego Canona, podobno zupełnie nie rzuca na kolana jakością optyczną.
Z drugiej strony, możliwe jest też, że ten obiektyw będzie miał elektrycznie sterowaną przysłonę, jak niektóre najnowsze Nikkory, Tamrony i Sigmy do Nikona, bo taką też elektrycznie sterowaną przysłonę ma stosunkowo nowy Yongnuo 1,4/50 do Nikona. Możliwe więc, że firma, tak długo zwlekając z wypuszczeniem 85-ki do Nikona, jednocześnie coś tam pozmieniała.
Muszę poszukać informacji o tym obiektywie. Może już coś gdzieś jest.

W każdym razie, każde rozwiązanie ma swoje zady i walety.

W przypadku pary 35 + 85, to gdybym nie znał trosk finansowych, najchętniej kupiłbym parę Tamronów 1,8/35 i 1,8/85 do nowych aparatów, i parę starych Nikkorów na śrubokręt, 2/35 i 1,8/85, żeby były kompatybilne wstecz.

2/60 do APS-C mam załatwione.

Natomiast nie bardzo jest co kupić w roli 1,8/24 do APS-C, bo takiego obiektywu w zasadzie nie ma, poza nienajowszą Sigmą, która poza tym, że jest optycznie taka sobie i jest napędzana śrubokrętem, jest jeszcze obiektywem sporym i dość ciężkim. No a nowy Nikkor 1,8/24 jest po prostu drogi.
Awatar użytkownika
rbit9n
Ribitibi
Posty: 9487
Rejestracja: 11.2016
Lokalizacja: Kolonia pod Rzeszowem - Za Torem

Re: YonGuano 35 i 85?

#6

Post autor: rbit9n »

kochane dzieci, był rok czterdziesty trzeci, siedzimy w okopie, chłop przy chłopie, jemy chleb z solą, a Niemcy jak nie przypierdalolom!
nie, nie tobie ja służę, ja służę bzdurze!
Ligo

Re: YonGuano 35 i 85?

#7

Post autor: Ligo »

Shalom!
puch24

Re: YonGuano 35 i 85?

#8

Post autor: puch24 »

Na Radożywej http://radojuva.com/2019/05/yongnuo-yn- ... 8-n-nikon/ ogląd obiektywu Yongnuo 85 mm do Nikona. Ło Jezu! :-(
Awatar użytkownika
wpk
wpkx
Posty: 38850
Rejestracja: 10.2016
Lokalizacja: Nad Wigołąbką
Kontakt:

Re: YonGuano 35 i 85?

#9

Post autor: wpk »

Nie podoba Ci się? Zawsze możesz pomalować lakierami do pazurów w LGBT.
puch24

Re: YonGuano 35 i 85?

#10

Post autor: puch24 »

Ogląd, nie wygląd. czytaj staranniej.
ODPOWIEDZ