Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

wszystko, co chcielibyście wiedzieć o technice, ale boicie się zapytać
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
wpk
wpkx
Posty: 38772
Rejestracja: 10.2016
Lokalizacja: Nad Wigołąbką
Kontakt:

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#141

Post autor: wpk »

Czyli 1-4 wg Ciebie jest w pełni matowa, ale z kreskowym pierścieniem, o którym brak wzmianki w opisie a oznaczającym pole C/W?

PS Oczywiście, jednak w PS nie chodzi mi o szyby matowe, tylko o gładkie.
puch24

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#142

Post autor: puch24 »

wpk pisze: 26 gru 2020, 08:44 Jeśli 1-4n ma mniejszy pierścień matowy niż 1-4, to by znaczyło, że 1-4 też ma pierścień, czyli nie jest pełna.
Albo czegoś nie rozumiem.
Oj, mea maxima culpa. Tak to jest, jak się nie przeczyta trzykrotnie tekstu krytycznie przed bublikacją. :-(

Oczywiście nie "pierścień", tylko "koło".

Matówki z soczewką Fresnela zwykle nie mają tej soczewki na całej powierzchni, bo pierścienie Fresnela jednak trochę utrudniają ustawianie ostrości. Centrum, tam, gdzie zwykle są dodatki do ustawiania ostrości, kliny i/lub mikroraster, zwykle są pozbawione soczewki Fresnela, a w matówkach jednorodnie gładkich po prostu jest koło wolne od pierścieni Fresnela.
W matówce typu 1-4n, jak rozumiem, zmniejszono ten obszar tak, by odpowiadał polu pomiaru punktowego, jest to widoczny na matówce okrąg.

PS Zawsze mnie zastanawiało, jak to jest z tymi niematowymi płytkami, bo wg mnie nie tylko nie da się na tym ustawić ostrości, ale też nie powinno w ogóle być na tym sensownego obrazu.
No ale być musi, skoro to oferowano.
Jednak nigdy nie dane mi było się takim wariantem - żadnej firmy - pobawić.
W sumie można to sobie zasymulować, wyjmując matówkę z aparatu w ogóle.
Do normalnej fotografii nie nadaje się to w ogóle. W przypadku płytek z podwójnym krzyżem nitkowym ostrość ustawia się jakoś metodą paralaksy - trzeba tak ustawiać, by przy przesuwaniu oka obraz pozorny pozostawał nieruchomy względem tych krzyżujących się nitek. Nie mam teraz takiej matówki, ale miałem do Praktiki VLC, i wypróbowałem. To działa. Oczywiście najlepiej z wziernikiem lupowym.
Awatar użytkownika
wpk
wpkx
Posty: 38772
Rejestracja: 10.2016
Lokalizacja: Nad Wigołąbką
Kontakt:

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#143

Post autor: wpk »

Dzięki! :)
puch24

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#144

Post autor: puch24 »

To oczywiście powoduje, że przezroczysta płytka typu 1-9 jest całkowicie bezużyteczna do czegokolwiek poza fotografią endoskopową, i w instrukcji matówek piszą, że ustawienie ostrości nie jest konieczne przy podłączeniu aparatu do "fiberoskopu" za pomocą OM Endoscope Adapter, a automatyczne naświetlenie jest zapewniane przez oświetlenie firmy Olympus, podłączone do endoskopu.

Przezroczysta płytka 1-12 z podwójnym krzyżem nitkowym też jest mało przydatna do czegokolwiek poza ekstremalną makro- i mikrofotografią, natomiast matówki 1-11 z przezroczystym kołem w środku z podwójnym krzyżem nitkowym można od biedy użyć jak zwykłej matówki typu 1-4, choć instrukcja mówi, że matówka 1-4 jest dość gruboziarnista, a 1-11 - drobnoziarnista, więc może pod względem ziarnistości jest bardziej podobna do 1-8.

Dodano po 13 minutach 20 strzałach znikąd:
Na matówce gruboziarnistej łatwiej ustawia się ostrość, ale z jaśniejszymi i krótszymi obiektywami. Takie matówki dają na ogół trochę ciemniejszy obraz od drobnoziarnistych.

Na matówce drobnoziarnistej trudniej ustawia się ostrość z jasnymi i krótkimi obiektywami, trudno uchwycić właściwy moment maksymalnej ostrości. Takie, niestety, są matówki bardziej współczesnych lustrzanek AF na film i lustrzanek cyfrowych. Za to drobnoziarnista matówka lepiej sprawuje się z ciemniejszymi i dłuższymi obiektywami, a także w makrofotografii.
puch24

Olympus FTL

#145

Post autor: puch24 »

Zejdę na moment z tematu Olympusa OM-1 i systemu OM, bo trafiłem na Allegro na aukcję z Olympusem FTL, efemeryczną lustrzanką Olympusa z mocowaniem M42, o której wspomniałem wcześniej.

Jest to bardzo mało znany aparat, był bowiem produkowany bardzo krótko: od jego wypuszczenia do wypuszczenia modelu M-1 (później OM-1) minęło zaledwie 7 miesięcy, i wszystko wskazuje na to, że przy okazji uruchomienia produkcji M-1 produkcja FTL została wstrzymana (a jeśli nawet były produkowane równolegle, to bardzo krótko).

Historia tego modelu jest dziwna i niejasna, firma jakoś nie chwaliła się nim szczególnie, i bardzo wiele wskazuje na to, że była to "zapchajdziura", którą wprowadzono do sprzedaży ze względu na opóźnienia w projekcie M-1, który ponoć pierwotnie miał się pojawić na Photokinie jesienią 1971 roku (prace podobno prowadzono już od 1967 roku), ale jakieś przeszkody uniemożliwiły to, i zamiast M-1 na rynku pojawił się, niespodziewanie, FTL.

Dość powszechne są przypuszczenia, że nie był to projekt Olympusa, a jedynie klon, produkowany przez inną firmę pod marką Olympus. Z drugiej strony, nie dopatrzono się dokładnie bliźniaczego podobieństwa do żadnego innego aparatu, więc nawet jeśli był przez kogoś produkowany dla Olympusa, to dla nikogo innego, i nie był sprzedawany pod marką oryginalnego producenta.

Pan Maitani, projektant M-1 (OM-1) przyznał, że to nie on projektował FTL, i nie wie, kto to zrobił, ale też dodał, że to oni sami go produkowali. Co jednak nie wyklucza możliwości, że jakkolwiek Olympus sam go produkował, to być może nie sam go projektował, tylko kupił gotowy projekt i szybko wdrożył do produkcji.

W kolei w wywiadzie z 1976 roku na temat systemu OM pan Maitani powiedział wprost, że FTL nie był projektem Olympusa i został wypuszczony, by wypełnić lukę pomiędzy aparatami Olympus Pen a OM. Dodał też, że obiektywy OM są całkowicie nowe i nie mają nic wspólnego z FTL.

Olympus FTL nie wyróżniał się zupełnie niczym szczególnym na tle innych podobnych aparatów. Była to spora i ciężka lustrzanka, przypominająca podobne do niej Minolty SRT, Pentaxa Spotmatic czy Canona TL z owych czasów. Aparat ma mechanicznie sterowaną płócienną migawkę o poziomym przebiegu z czasami od 1s do 1/1000s i B i czasem synchronizacji X 1/60s, mechaniczny samowyzwalacz, stałą gorącą stopkę do lampy błyskowej i dodatkowo gniazdo do lampy, i... to tyle. Światłomierz zasilany jest typowym wówczas, a obecnie niedostępnym ogniwem rtęciowym PX675 o napięciu 1,35V, i jeśli chce się korzystać ze światłomierza, potrzebna jest bateria LR/SR44 i adapter, obniżający jej napięcie.

W zasadzie jedynym wartym uwagi elementem aparatu jest mocowanie obiektywów. Otóż Olympus zdecydował się na mocowanie gwintowe M42, co w pierwszej chwili może dziwić, bowiem w owym okresie raczej już obserwowało się odchodzenie niektórych firm od połączeń gwintowych na rzecz bagnetowych, a na pewno żadna firma nie wprowadzała zupełnie nowego systemu aparatów z gwintem M42. Tym bardziej, że starszy Olympus Pen miał też już mocowanie bagnetowe.
Taki wybór Olympusa tym bardziej świadczy o tym, że aparat FTL z góry miał być produktem tymczasowym, który nie będzie rozwijany - do zakupu modelu FTL prawdopodobnie miała przekonać klientów bogata oferta wszelakich obiektywów M42 innych producentów. Sam Olympus bowiem wyprodukował zaledwie 6 obiektywów tego systemu - standardowy 1,8/50, w o wiele mniejszej ilości - 1,4/50, dwa obiektywy szerokokątne: 3,5/28 i 2,8/35, i dwa teleobiektywy: 3,5/135 i 4/200. Zdecydowanie nie był to zestaw imponujący, a wszystkie obiektywy poza 1,8/50 wyprodukowano w bardzo niewielkich ilościach.
Nikt nie zna dokładnych liczb, ale znawcy systemu szacują, że samych aparatów FLT wyprodukowano około 26.000 sztuk, obiektywów 1,8/50 - ok. 24.000, 1,4/50 - ok. 7.500, a pozostałych - pomiędzy 1.500 a 3.500 sztuk.
Co jednak ciekawe, do aparatu wyprodukowano też pierścienie pośrednie, mieszek do makro i adapter do kopiowania slajdów, lupę i celownik kątowy do wizjera, i jeszcze kilka akcesoriów.

Wracając do mocowania obiektywów - Olympus jednakże zmodyfikował mocowanie M42 w taki sposób, by możliwy był pomiar światła przy pełnej przysłonie, co, jak pisałem gdzie indziej, w przypadku mocowania gwintowego jest kłopotliwe w rozwiązaniu technicznym, bo gwinty nie zawsze nacięte są tak precyzyjnie, by obiektyw po wkręceniu znajdował się dokładnie w określonej pozycji - a to jest wymagane w przypadku mechanicznego sprzężenia symulatora przysłony. I, jak wiemy, każda z firm, stosujących pomiar przy pełnej przysłonie z gwintem M42, rozwiązała to inaczej - inaczej zrobił to Pentax, inaczej Praktica, inaczej Fujica... i Olympus też zrobił to po swojemu. W systemie Olympusa FTL obiektyw w pozycji wkręconej blokowany jest zatrzaskiem, co zapewnia mu ściśle określoną pozycję względem korpusu (podobnie, ale oczywiście inaczej, zrobiła to Fujica). Przy wkręcaniu obiektywu w aparat odpowiedni występ na pierścieniu przysłon obiektywu wchodzi w wycięcie w pierścieniu mocowania obiektywu w aparacie, i sprzęga się z igłą systemu pomiaru światła. Przycisk odblokowujący obiektyw w mocowaniu znajduje się na aparacie, natomiast na obiektywie jest przycisk do ręcznego przymykania przysłony; można go zablokować na stałe w pozycji wciśniętej.
Symulator przysłony działa całkowicie mechanicznie - sprzęgnięty z pierścieniem na obiektywie, porusza widoczną w wizjerze igłą, zakończoną okręgiem. Obracając pierścieniem przysłon albo tarczą czasów naświetlania trzeba nałożyć na siebie tę igłę, sprzężoną z mechanizmem przysłony, z igłą światłomierza - a cały mechanizm światłomierza, wraz z igłą, sprzężony jest z pokrętłem czasów naświetlania i czułości błony.

No i tak wygląda historia tego zupełnie "samotnego" Olympusa z mocowaniem M42. Istniał tylko jeden, krótko produkowany model, 6 obiektywów do niego, i trochę akcesoriów. Ewidentnie był to model, prawdopodobnie cudzego autorstwa, który miał tylko chwilowo wypełnić lukę w produkcji firmy, do czasu wypuszczenia modelu M-1.
puch24

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#146

Post autor: puch24 »

Wracając do systemu OM, obszarem, w którym Olympus nie zawodzi, jest makro, mikro, endo- i astrofotografia, do których to zastosowań zaproponowano naprawdę bardzo pokaźny zestaw akcesoriów. Poza kilkoma obiektywami, w tym także o krótkich ogniskowych, przeznaczonych tylko do zdjęć makro, są też typowe dla lustrzanek obiektywy makro, przydatne także do zwykłych zdjęć, specjalny obiektyw do użycia z mieszkiem, pozwalający ostrzyć z mieszkiem na nieskończoność, oczywiście pierścienie pośrednie, po kilku latach pojawił się też pierścień pośredni o zmiennej grubości, i wiele rozmaitych przystawek, których zastosowań nawet nie znam, bo nie znam się na tych dziedzinach. Są pierścienie do odwrotnego mocowania obiektywów do zdjęć makro, pierścienie do sterowania przysłoną w takim ustawieniu, konieczne do tego podwójne wężyki spustowe, itd., itp. W każdym razie, lista akcesoriów jest naprawdę pokaźna i spokojnie może konkurować, a zapewne nawet i przebija, zestawy Nikona i Canona, tradycyjnie najobfitsze.
puch24

Olympus OM-2

#147

Post autor: puch24 »

W 1975 roku pojawił się na rynku nowy Olympus OM, model OM-2, oparty zasadniczo na tej samej konstrukcji, ale jeszcze bardziej przełomowy, niż OM-1.
Do wszystkich zalet przełomowego i nowatorskiego modelu OM-1 dodano elektronikę, i to również absolutnie nowatorską i przełomową. W odróżnieniu od OM-1, migawka, nadal płócienna i o takich samych czasach, sterowana jest elektronicznie - i, niestety, wyłącznie elektronicznie: aparat w zasadzie nie działa bez zasilania. Ponieważ migawka wyzwalana jest mechanicznie, to można ją, owszem, wyzwolić bez baterii, ale kończy się to jedynie zawieszeniem lustra w pozycji podniesionej. Jedynym czasem, przy którym aparat działa bez baterii, jest czas B – i tego czasu używa się też do odblokowania aparatu, zablokowanego wyzwoleniem migawki bez baterii lub z wyczerpaną baterią.
W odróżnieniu od OM-1, zasilanego jednym ogniwem rtęciowym 1,35V, OM-2 zasilany jest dwoma ogniwami 1,5V SR/LR-44, Mallory 76, itp. Co ciekawe, korpus aparatu najwyraźniej jest taki sam jak w OM-1, i gniazdo baterii ma większą średnicę, dostosowaną do baterii rtęciowej, ale jest w nim plastikowa wkładka, zmniejszająca średnicę gniazda. Widać, że to jest takie „dorobione”. ;-)
Najpoważniejszą różnicą w stosunku do OM-1 jest oczywiście pomiar światła, sterujący automatyką czasów naświetlania przy priorytecie przysłony. Jest to tzw. pomiar autodynamiczny, przez Olympusa zwany OTF – „Off The Film”, czyli mierzone jest światło odbite od powierzchni błony.
Awatar użytkownika
wpk
wpkx
Posty: 38772
Rejestracja: 10.2016
Lokalizacja: Nad Wigołąbką
Kontakt:

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#148

Post autor: wpk »

Z tym, że o ile pamiętam, to przy dłuższych czasach, bo przy krótszych od powierzchni migawki, na której jest specjalny wzorek.
puch24

Re: Olympus OM-2

#149

Post autor: puch24 »

Cdn.
puch24

Re: Olympus OM-2 Spot/Program - aparat zupełnie nie do dupy

#150

Post autor: puch24 »

wpk pisze: 04 sty 2021, 07:31 Z tym, że o ile pamiętam, to przy dłuższych czasach, bo przy krótszych od powierzchni migawki, na której jest specjalny wzorek.
Dobrze pamiętasz.
ODPOWIEDZ